niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 1

Violetta:

-Lepiej chodźmy do pokoju nauczycielskiego.- zaproponował dyrektor. Potrząsnęłam głową. Dyrektor zamknął drzwi. Po chwili do gabinetu dostała się jakaś kobieta.
-Violetta!- krzyknęła i przytuliła mnie. 
-Kim...kim pani jest?- spytałam zdezorientowana.
-To Angie, nauczycielka w studiu...- mężczyzna ucichł.
-...oraz twoja nowa guwernantka. 

Francesca:

''Non so se va bene. non so se non va.
Non so se tacere o dirtelo ma.

Le cose che sento
Qui dentro di me,
Mi fanno pensare
Che l'amore é cosi.

Ogni istante
A un non so ché
D’importante vicino
A te.

E mí sembra che
Tutto sía facile,
Che ogni sogno
Diventi realtá.

E la terra puó
Essere il cielo!
E’ vero!
E’ vero!''


Śpiewałam w sali muzycznej. Po chwili do pokoju wszedł Tomas. Zaczęliśmy razem śpiewać. To była magiczna chwila, póki do pokoju nie weszła Violetta. Wtedy brunet skupił się na niej. Moje pięć minut minęło. Widziałam, jak ukochany zakochuje się w mojej nowej koleżance. Poczułam, jak rośnie we mnie zazdrość. Tomas wyszedł z sali, patrząc na Violę. Ona również nie odrywała od niego wzroku.
-Kto to był?- zapytała po chwili.
-Tomas. Tomas Heredia.- mruknęłam. Vilu zbliżyła się do mnie.
-Co to?- wskazała palcem teksty piosenek.
-Moje teksty.- oznajmiłam.
-''Wierzę ci''?- spytała. Kiwnęłam głową.- Mogłabyś ocenić mój tekst?
-Jasne.
Podała mi kartkę z piosenką.
Zaczęłam grać na keybordzie, a Violetta śpiewała.
''Ahora sabes que
yo no entiendo lo que pasa
sin embargo sé
nunca hay tiempo, para nada


Pienso que no me doy cuenta
y le doy mil y una vueltas
Mis dudas me cansaron
ya no esperaré''


Nie dokończyła, bo do sali wszedł Leon. 
-To twój tekst?- spytał. Zmierzyłyśmy go spojrzeniem.
-Tak.- szepnęłam Viola.
-Niezły.- oznajmił chłopak.

sobota, 23 listopada 2013

Prolog

Nazywam się Violetta, mam 22 lata. Moja historia rozpoczęła się w Buenos Aires, w studiu, pełnym miłości i intryg. W magicznym miejscu.

-Tato!- krzyknęłam do ojca ze strychu. Słyszałam jak wchodzi na schody. 
-Co się stało?- pyta zdezorientowany, otwierając drzwi pomieszczenia. Pokazałam mu teksty piosenek mojej mamy. Usiadłam przy białym pianinie i zaczęłam grać tekst ''Habla si puedes''. Mój tata wzruszył się i popłakał. Ja też uroniłam kilka łez. Oboje wspominaliśmy wspólne chwile, aż nagle przypomniało mi się, że oprócz tekstów, znalazłam ciekawą ulotkę.
-Tato, spójrz.- podałam ją. Ojciec przyglądał się napisowi ''Studio 21'' z godzinę. Postanowiłam przerwać panującą ciszę.- Sprawdzałam stronę tej szkoły w internecie. Mogłabym się tam zapisać na egzaminy, tylko musisz wyrazić zgodę.- oznajmiłam. Tata pokiwał głową.
-Violetto, będziesz mogła tam uczęszczać, ale pod jednym warunkiem.- powiedział, a ja pisnęłam z radości.- Znajdę ci guwernantkę i będziesz musiała się dobrze uczyć.- odparł, a ja go przytuliłam. Kilka minut później ojciec kazał mi iść i zapisać się na egzaminy. Z ochotą wyszłam z domu. Przeszłam przez śliczny park. Doszłam do tego cudownego miejsca. Kiedy weszłam do środka, usłyszałam różne melodie, które sprawiły, że zaczęłam tańczyć. Nawet nie zauważyłam, gdy tańczyłam na środku ogromnej sali z jakimiś chłopcem i dwoma dziewczynami. 
-Jestem Francesca, a ty?- spytała brunetka.
-Violetta.- rzuciłam. Uśmiechnęłyśmy się.
-To jest Maxi, a to Camila.- mówiła. Po akcencie poznałam, że to włoszka.- Chcesz zapisać się do studia?- spytała po chwili. 
-Tak. Muzyka to moje życie.- oznajmiłam. Nagle Maxi mruknął pod nosem. Odwróciłam się, by zobaczyć co przykuło uwagę Camili i Maxiego. Do studia weszła jakaś blondyna, dwóch brunetów i brunetka, rozsiewając strach uczniów.- Kto to?- zapytałam, pokazując palcem blondynkę.
-Ludmiła, podła, wredna tarantula.- wyjaśniła Fran, gdy Ludmiła dotknęła jej ramienia.
-O darling, jesteś taka zazdrosna o moją popularność...- mówiła, gdy nagle Francesca jej przerwała.
-Twoją popularność?! Wszyscy się ciebie boją! Chcesz wiedzieć czemu...?
-Dziewczyny!- krzyknął mężczyzna, podchodząc do Ludmi i Fran.- Nie kłóćcie się!- rozkazał. Obie poszły w przeciwne strony.- Ty zapewne jesteś Violetta.- powiedział do mnie, podnosząc brew. 
-Tak, ale skąd pan to wie?